piątek, 12 sierpnia 2011

Obrazek, świnki i opowiadania

Witaj niecny wędrowcze. Zabłądziłeś do tajemniczego lasu pełnego ryb, ślimaków, opowiadań, Harrego Pottera (♥ ) i malunków. Czy jesteś gotów żeby przeżyć?

Okej, a teraz poważnie. Muszę się streszczać, bo Bianenzilda do mnie drepta.
Bianenzilda zwana powszechnie Bianką <3
Dzisiaj postanowiłam poeksperymentować sobie z płótnem. Kupiłam wczoraj takie trzy 25x30cm w Lidlu.
Jeszcze schnie, jak to farby olejne.
Kupiłam też całą butlę płynu do mycia pędzli (wodą takich nie umyjesz, jak upaćkane są farbą olejną) i myłam tym płynem ręce nie wiem ile, a wciąż wyglądam jak... jak ktoś kto ma na rękach zieloną i czarną farbę.
Mój warsztat pracy
Paletka- moja stara dobra przyjaciółka
No to pochwalę się też urywkami z moich dwóch aktywnych opowiadań ^^

Cruciatus- szkolne lata Lily i Severusa
(...)-Zaczekaj Potter!- zawołał szorstko.
James odwrócił się i spostrzegł rozbawiony, że to Smarkerus go woła. Obok stał Lupin i podażył za wzrokiem przyjaciela.
-Tłustowłoska!- zawołał Rogacz mało nie skacząc z uciechy.
Severus podniósł wysoko różdżkę. Czarne oczy wpatrywały się w skupieniu i pogardzie brązowe, rozbawione oczy. Wycelował różdżkę prosto w Jamesa.
-Snape!- przestraszył się Remus.
-Spokojnie Luniak- uspokoił go Potter- zaraz go pokonam, zmiażdżę i pokażę gdzie jego miejsce i jeszcze zdążymy na herbatkę.
Błękitny promień wystrzelił w Gryfona, kiedy ten, wciąż patrzył na Remusa z różdżki Snape’a.  Ten czuł miłą błogość po wypowiedzeniu słodkich słów „Respiratey”, które otoczyły tego brudnego Pottera i zaczęły plątać się na jego szyi. James macał rękoma po całej szyi, szukając instynktownie jakiegoś węzła, który mógłby poluźnić i złapać oddech.
Lupin nagle pobladł. Zaczął się wszędzie rozglądać, podbiegł do przyjaciela, ale nie mógł mu pomóc.
-Przestań!- wrzasnął na całe gardło, zdziwiony zresztą, że potrafi wydać z siebie aż tak głośny dźwięk.
Severus ani myślał. Czerpał radość i energię z bólu wroga.
-On się dusi!- krzyczał Remus na zdarcie gardła.
Wtedy Severus ocknął się. Zabije Pottera- wyrzucą go ze szkoły. Zabije Pottera- trafi do Azkabanu. Na zawsze. Nigdy nie zobaczy Lily. Piorunem opuścił różdżkę, a James cały siny opadł na podłogę. Echem potoczył się huk jaki wywołał ciężki James opadając, a przy ty, dźwięk tuczącego się szkła. Ot i potłukły się okulary Gryfona. Wtedy pojawił się tłum uczniów, w tym Lily Evans. Severus zaczął się cofać, w tej chwili jego działanie, które przed chwilą zdawało się genialne i cudowne, teraz było… głupie! Cofał się szybko i wpadł na Avery’ego.
-Gościu, to było…- zaczął przejęty, widząc akcję z Potterem.
Ale Severus już biegł do Pokoju Wspólnego. Był tak wstrząśnięty, tak wstrząśnięty. To była w końcu Czarna Magia. (...)

James obudził się dzień później jeszcze przed południem. Ziewnął i dopiero potem zorientował się gdzie jest. Sięgnął po omacku po okulary i założył je na nos. Tak, teraz miał pewność.
-Powinieneś jeszcze przeleżeć tu z dzień, dwa- mruknęła pani Pomfrey ścieląc łóżko naprzeciwko, zauważywszy, że pacjent się obudził.
-Chyba nic mi nie jest- zauważył.
-Jesteś osłabiony, twoje drogi oddechowe są uszkodzone. Zaklęcie Respitatey to groźne czarno magiczne zaklęcie, które pozostawia po sobie silne, trudne do pozbycia ślady.
-Respiratey?- powtórzył Potter z pytającym spojrzeniem- no nie, Smarkerus ćwiczy czarną magię- powtórzył z niedowierzaniem i łobuzerskim uśmiechem, kiedy pani Pomfrey odeszła nieco dalej.
-ROGACZ!- usłyszał znajome głosy. To Lunatyk, Glizdogon i Łapa przyszli do przyjaciela. Pulchny Peter wepchnął się na łóżko Jamesa, Remus stanął opierając się oparcie łóżka przy nogach Pottera, a Syriusz usiadł na stołku przy łóżku.
-Co tam, stary?- spytał beztrosko Syriusz.
-A jak myślisz?
-Uduchowiony- zażartował Peter- bo myśleliśmy, że wyzioniesz ducha.
-Tak łatwo się mnie nie pozbędziecie- uśmiechnął się Rogacz.
-Wiemy- jęknął Remus z udawanym smutkiem.
Wszyscy dostali ataku śmiechu.


Ołkej, a teraz o naszej Myszy i Klotce
Mysza i Klotka
26 sierpnia, czwartek
Dzisiaj zobaczyłam pod blokiem Wiktorię. Tym razem bez braciszka. Wyglądała osobliwie. Miała na sobie długą sukienkę do kostek koloru granatowego, w rękach trzymała bardzo grubą książkę zlewającą się kolorystycznie z sukienką, a na nosie okrągłe okulary, z grubymi szkłami. Wyglądała w nich jak mucha.
Podeszłam do niej z wymuszonym uśmiechem i spytałam co czyta.
-„Harry Potter i Zakon Feniksa”- pochwaliła się Wiktoria.
Nigdy nie myślałam, że taka dziewczyna jak Wiktoria, z modnymi ciuchami, umalowana i opalona lubi czytać książki, zwłaszcza takie grube.
-Fajne okulary- powiedziałam.
Wiktoria zaczęła się po sobie rozglądać, jakby myślała, że mówię o jakiś innych okularach, dopiero po chwili zrozumiała i podziękowała.
-W mojej klasie było bardzo dużo krótkowidzów- powiedziałam.
-Ja nie jestem krótkowidzem- rzekła uprzejmie Wiktoria.
Zbiła mnie z tropu…
-Ale masz przecież okulary.
-Aha- przytaknęła, a mnie ręce opadły- ale musiałabym mieć naprawdę niezłą wadę wzroku, żeby musieć nosić takie denka od butelek. To zerówki, zwykłe szkła.
Słyszałam już o tych zerówkach. Ale zwykle się je nosi do modnych okularów. Nerdów, albo coś w tym stylu. Ale żeby nosić takie niemodne i nieładne okulary?!
-Dostałam je od rodziców na urodziny.
Więc to rodzice taki dla niej prezent wymyślili. Czasem jak rodzice jakiś prezent wymyślą to nic tylko rozpaczać.
-Prosiłam ich o nie całe lato- dodała Wiktoria.

No to tyle.
Bo Franek już się niecirpliwi i pcha się obok Bianci
Które opowiadanie wydaje się wam bardziej obiecujące?
No i co sądzicie o moim obrazku?

We wtorek wyjeżdżam w góry, będę dostępna na wszelkich internetowych środkach kumunikacyjnych bo będziemy mieli tam internet, a ja wzmę laptopa, tyle tylko, że będę rzadziej i krócej.
Paa! :3

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Oh yeah

Cześć kochani! ♥
Z związku z moją zaraźliwą Potteromanią podzielę się z wami początkiem mojego opowiadanie. Nie marudzić, kto nie nie chce nie musi czytać.

A tak PS: Zgadzacie się z tym?


J.K.Rowling wymyśliła w jednym rozdziale <zgaduję, że chodzi o rozdział "Opowieść Księcia"> lepszą miłosną historię niż Stephanie Mayer w 4 książkach.

W Spinner's End mieszkała niewielka rodzina. Tajemnicza, serdeczna kobieta, wiecznie złośliwy, niewychowany mężczyzna i mały, zaniedbany chłopiec, łudząco podobny do matki. Czarnowłosy chłopak, z brudnymi, tłustymi włosami w za dużych ubraniach po ojcu, często wychodził z domu i chował się gdzieś, kiedy państwo Snape kłócili się, a bywało tak nie rzadko.
Pani Eileen Snape nie była złą matką. Troszczyła się o swojego synka Severusa jak tylko mogła. Jednak nie byli zbyt bogaci i nie było jej stać na rozpieszczanie potomka. Nikt w miasteczku nie wiedział, że Eileen była czarownicą, a zdolności te odziedziczył mały Severus. Tobiasz Snape nie cierpiał magii. Nie pozwalał o niej mówić w domu, a tym bardziej jej używać. Był, jak to mówili w świecie czarodziejów- mugolem, czyli zwykłym człowiekiem. (...)
Severus  pakował swoje ubrania do kufra. Co jakiś czas przybiegała do jego pokoju matka.
-Severusie, a to może będzie na ciebie pasowało?- Pytała pokazując jakieś ubrania swojego męża- Tobiasza Snape’a.
Szesnastolatek mierzył ubrania tylko przez grzeczność.  Wiedział, że nigdy nie będzie miał tak ładnych ubrań jak ten kretyn James Potter. 
Lily przez te lata zdecydowanie wyładniała. Przestała być uroczą dziewczynką, a stawała się piękną kobietą. Za to Severus wciąż wyglądał podobnie. Zdecydowanie bardzo wyrósł. Był wysoki i chudy jak tyczka, a kruczoczarne włosy, wciąż przykrywały mu czoło i oczy.

Na King Cross zobaczył Lily ze swoim dużo większym kufrem.
-Cześć Sev. – Uśmiechnęła się promiennie.
-Cześć.- Uśmiechnął się i oboje pociągnęli swoje kufry do pociągu.
Znaleźli pusty przedział i usiedli.
-Też tęsknisz za Hogwartem?- spytał Severus uśmiechając się.
-No pewnie!- zawołała z entuzjazmem Lily i rozmarzyła się.
-Martwisz się już OWUTEMami?
-Nie, skądże.- rudowłosa machnęła teatralnie ręką- to przecież dopiero w przyszłym roku, ale pomożesz mi się uczyć z eliksirów, co nie Sev?
-Oczywiście- chłopak wstał, teraz Lily wyraźnie widziała, jak bardzo jej przyjaciel jest od niej wyższy- idę się przebrać w szatę- oznajmił i wyjął z kufra ubranie.
-O Smarkeus!- zawołał wyraźnie ucieszony James Potter wchodząc do przedziału. Zmierzwił ręką włosy i uśmiechnął się czarująco w stronę Lily.
-O idiota!- zawołała rudowłosa naśladując jego ton głosu.
-Zdaje się, że pomyliłaś przedział- pokiwał poważnie głową James- jak ty z nim wytrzymujesz?- spytał, mówiąc „nim” ze szczególną pogardą.
-Och, James. A jak ty wytrzymujesz z samym sobą?- rudowłosa wstała i spojrzała na niego wyzywająco- ja bym już dawno na twoim miejscu sięgnęła po wielosok. Chociaż nie, on nie zmienia charakteru.
-Eliksir wieloskokowy?- James udał zastanowienie i nawet podrapał się po brodzie- chętnie, jeśli TY go zrobisz.

-Żałosne- mruknął pod nosem Severus i opuścił głowę.
Potter już chciał coś odpowiedzieć, kiedy napotkał spojrzenie Lily. Jej zielone oczy, niby migdały patrzyły na niego nie karcąco, nie krytycznie, tylko błagalnie. James uśmiechnął się i wyszedł z przedziału bez słowa.
Ślizgon zapomniał o tym, że miał iść się przebrać, tylko opadł ciężko na siedzenie i zastygł w pozycji siedzącej z szatą ułożoną w kostkę na jego kolanach. Był tak wdzięczny Lily i zadowolony, że i ona nie lubi zuchwałego Pottera, że nie mógł wykrztusić z siebie słowa. Nawet krótkiego, słodkiego „dzięki”.
Skulił się w sobie i myślał. Jak można by pokazać Potterowi gdzie jego miejsce? Avada Kedavra odpada… Zabić nie, okaleczyć, torturować- owszem. Gdyby tak nauczyć się jakiegoś okaleczającego zaklęcia. Severus wiedział, że James miał pelerynkę niewidkę. Mało kto z Gryfonów nie wiedział, a Lily powiedziała mu to kiedyś w sekrecie. Och, jakby mu się teraz ona przydała (pelerynka, nie Lily).  Mógłby włamać się w bibliotece do działu ksiąg zakazanych, gdzie aż wieje czarną magią.
Ruda Lily wpatrywała się w okno. Obecnie mijali jakieś puste pola i łąki. Dziewczyna pomyślała o Petunii. Uwielbiała przecież takie krajobrazy. Proste, obszerne, ale piękne.