Rozdział I
„Hogwart Express”
W Spinner's End mieszkała niewielka rodzina. Tajemnicza, serdeczna kobieta, wiecznie złośliwy, niewychowany mężczyzna i mały, zaniedbany chłopiec, łudząco podobny do matki. Czarnowłosy chłopak, z brudnymi, tłustymi włosami w za dużych ubraniach po ojcu, często wychodził z domu i chował się gdzieś, kiedy państwo Snape kłócili się, a bywało tak nie rzadko.
Pani Eileen Snape nie była złą matką. Troszczyła się o swojego synka Severusa jak tylko mogła. Jednak nie byli zbyt bogaci i nie było jej stać na rozpieszczanie potomka. Nikt w miasteczku nie wiedział, że Eileen była czarownicą, a zdolności te odziedziczył mały Severus. Tobiasz Snape nie cierpiał magii. Nie pozwalał o niej mówić w domu, a tym bardziej jej używać. Był, jak to mówili w świecie czarodziejów- mugolem, czyli zwykłym człowiekiem.
Severus wychowywał się w odmiennym środowisku. Sam zawsze był ciekaw wszystkiego, co dotyczy świata czarodziejów, a wychowywał się wśród mugoli. Jednak od jakiegoś czasu zaczął obserwować zza krzaków pewną dziewczynkę. Ruda, zielonooka rówieśniczka czyniła wręcz magiczne sztuczki. Chłopiec od razu poznał, że dziewczynka musi być taka jak on. Musi być czarownicą. Kiedy nadeszła okazja, kiedy wreszcie zaczął z nią rozmawiać, powiedział jej wszystko co wiedział o świecie czarodziejów, dosłownie wszystko. Zdradził jej wszystkie sekrety. Nazywała się ona Lily. Jej rodzice byli tacy jak jego ojciec. Byli mugolami. A jednak Lily potrafiła czarować. Mieszkała po drugiej stronie rzeki. Severus i Lily szybko się zaprzyjaźnili. W przeciwieństwie do swojej siostry Petunii, Lily nie patrzyła na to, czy Severus jest bogaty, czy nie. Czy pochodzi ze Spinner’s End, które nie cieszyło się dobrą reputacją, czy nie. Kiedy siedzieli w swoich kryjówkach, byli pewni, że są najlepszymi przyjaciółmi i pozostaną nimi na zawsze.
Kiedy skończyli jedenaście lat, dostali listy z Hogwartu. Szkoły magii i czarodziejstwa. Uczniowie zostali przydzieleni do czterech domów. Inteligentna Lily do Gryffindoru, w którym ceni się odwagę i uczciwość. A Severus do Slytherinu, w którym cenione są spryt i ambicja. Wtedy chłopak zaczął przyjaźnić się z Lucjuszem Malfoyem, Averym i Mulciber’em , którzy bawili się czarną magią i robieniem ją psikusy, zwłaszcza Puchonom i Gryfonom.
Severus pakował swoje ubrania do kufra. Co jakiś czas przybiegała do jego pokoju matka.
-Severusie, a to może będzie na ciebie pasowało?- Pytała pokazując jakieś ubrania swojego męża- Tobiasza Snape’a.
Szesnastolatek mierzył ubrania tylko przez grzeczność. Wiedział, że nigdy nie będzie miał tak ładnych ubrań jak ten kretyn James Potter.
Lily przez te lata zdecydowanie wyładniała. Przestała być uroczą dziewczynką, a stawała się piękną kobietą. Za to Severus wciąż wyglądał podobnie. Zdecydowanie bardzo wyrósł. Był wysoki i chudy jak tyczka, a kruczoczarne włosy, wciąż przykrywały mu czoło i oczy.
Na King Cross zobaczył Lily ze swoim dużo większym kufrem.
-Cześć Sev. – Uśmiechnęła się promiennie.
-Cześć.- Uśmiechnął się i oboje pociągnęli swoje kufry do pociągu.
Znaleźli pusty przedział i usiedli.
-Też tęsknisz za Hogwartem?- spytał Severus uśmiechając się.
-No pewnie!- zawołała z entuzjazmem Lily i rozmarzyła się.
-Martwisz się już OWUTEMami?
-Nie, skądże- rudowłosa machnęła teatralnie ręką- to przecież dopiero w przyszłym roku, ale pomożesz mi się uczyć z eliksirów, co nie Sev?
-Oczywiście- chłopak wstał, teraz Lily wyraźnie widziała, jak bardzo jej przyjaciel jest od niej wyższy- idę się przebrać w szatę- oznajmił i wyjął z kufra ubranie.
-O Smarkeus!- zawołał wyraźnie ucieszony James Potter wchodząc do przedziału. Zmierzwił ręką włosy i uśmiechnął się czarująco w stronę Lily.
-O idiota!- zawołała rudowłosa naśladując jego ton głosu.
-Zdaje się, że pomyliłaś przedział- pokiwał poważnie głową James- jak ty z nim wytrzymujesz?- spytał, mówiąc „nim” ze szczególną pogardą.
-Och, James. A jak ty wytrzymujesz z samym sobą?- rudowłosa wstała i spojrzała na niego wyzywająco- ja bym już dawno na twoim miejscu sięgnęła po wielosok. Chociaż nie, on nie zmienia charakteru.
-Eliksir wieloskokowy?- James udał zastanowienie i nawet podrapał się po brodzie- chętnie, jeśli TY go zrobisz.
-Żałosne- mruknął pod nosem Severus i opuścił głowę.
Potter już chciał coś odpowiedzieć, kiedy napotkał spojrzenie Lily. Jej zielone oczy, niby migdały patrzyły na niego nie karcąco, nie krytycznie, tylko błagalnie. James uśmiechnął się i wyszedł z przedziału bez słowa.
Ślizgon zapomniał o tym, że miał iść się przebrać, tylko opadł ciężko na siedzenie i zastygł w pozycji siedzącej z szatą ułożoną w kostkę na jego kolanach. Był tak wdzięczny Lily i zadowolony, że i ona nie lubi zuchwałego Pottera, że nie mógł wykrztusić z siebie słowa. Nawet krótkiego, słodkiego „dzięki”.
Skulił się w sobie i myślał. Jak można by pokazać Potterowi gdzie jego miejsce? Avada Kedavra odpada… Zabić nie, okaleczyć, torturować- owszem. Gdyby tak nauczyć się jakiegoś okaleczającego zaklęcia. Severus wiedział, że James miał pelerynkę niewidkę. Mało kto z Gryfonów nie wiedział, a Lily powiedziała mu to kiedyś w sekrecie. Och, jakby mu się teraz ona przydała (pelerynka, nie Lily). Mógłby włamać się w bibliotece do działu ksiąg zakazanych, gdzie aż wieje czarną magią.
Ruda Lily wpatrywała się w okno. Obecnie mijali jakieś puste pola i łąki. Dziewczyna pomyślała o Petunii. Uwielbiała przecież takie krajobrazy. Proste, obszerne, ale piękne.
Nagle ktoś otworzył drzwi do przedziału. Avery, rok starszy od Severusa chłopak, ubrany już w szaty szkolne szatyn spojrzał z wyższością na Lily i zachrząkał. Chłopak odwrócił się i zobaczył Avery’ego.
-Snape, mógłbyś pozwolić na chwilę?- spytał swoim słynnym znudzonym tonem.
-Ale gdzie?- spytał tępo Severus.
-Do naszego przedziału. Na chwilę- powtórzył z naciskiem.
Snape spojrzał na Lily, która wreszcie odwróciła się od okna i czekała na rozwój wydarzeń.
-Lily, to ja pójdę i zaraz… zaraz przyjdę, okej?- powiedział i wstał.
-Dobrze, Sev.- Westchnęła Lily. Nie lubiła jak jej przyjaciel kręcił się koło tych typów. Wierzyła, że Severus jest dobrym człowiekiem. Że jest w nim wciąż ten serdeczny chłopiec, który wprowadził ją w świat magii. Kiedy blady brunet wyszedł za szatynem, zielonooka wyjęła książkę i zaczęła ją pochłaniać. W tym samym czasie chłopak usiadł z Malfoyem, Muliciber’em i Avery’m .
Lucjusz uśmiechnął się władczo kiedy ujrzał Severusa. Mulciber zaczął popisywać się wiedzą dotyczącą czarnej magii. On i Lucjusz zaplanowali pewien „żart” dotyczący Samanthy z Gryffindoru. Ta kujonka musi pożałować- mówili z przejęciem. Severus słuchał ich jak zaczarowany. W końcu kochał czarną magię jak nikogo, no może nie licząc Lily Evans. Potem wdali się w dyskusję o Grindenwaldzie i innych czarnoksiężnikach.
-Kiedyś- powiedział Avery rozkładając się na twardym pociągowym siedzeniu- pokonam Grindenwalda i zostanę największym czarnoksiężnikiem wszechczasów. Avery, Mulciber, Lucjusz i Severus zaczęli się śmiać, przechwalając się jeden przez drugiego co by zrobili jako najwięksi czarnoksiężnicy. W końcu Severus wyszedł z przedziału, popychając przy okazji jakiegoś małego Puchona.
-Zaraz ci!- zaczął krzyczeć, kiedy napotkał spojrzenie Severusa. Kiedy zrozumiał, do kogo należą czarne oczy zamilkł i podniósł się. Snape poszedł dalej. Nagle zatrzymał się. W przedziale Lily nie była sama. Siedział tam Potter i Lupin. Chłopak zbladł i zacisnął ręce w pięści. Ale nie wchodził. Stał tam w ciasnym korytarzyku wagonu patrzył to w okno po jednej stronie, to w okienko do przedziału. James stał nieco dalej, odzywając się co jakiś czas i patrząc zalotnie na Lily, a Remus gadał z nią o czymś żywo. James w końcu teatralnie ziewną i wyszedł z przedziału. Wychodząc popchnął Severusa na ziemię. Ten uderzył mocno głową o podłogę i zaczął się podnosić, kiedy James przerwał to kierując w Severusa różdżką.
-Smarkerus idzie do swojej obrończyni?- spytał, zacmokał i odszedł.
Zaraz po nim z przedziału wyszedł Lupin z odznaką prefekta. Pomógł Severusowi wstać i odszedł za Jamesem bez słowa. Chłopak usiadł obok Lily, masując tył głowy.
-Czego od ciebie chcieli?- spytał podejrzliwie przyjaciółkę.
-O to samo mogę ciebie zapytać- powiedziała Lily wpatrując się zimno w Severusa.
-Nic ważnego- mruknął pod nosem- jakieś tam plotki o Grindenwaldzie- skłamał.
-A Remus chciał tylko mnie spytać o jedną sprawę, dotyczącą eliksirów. Konkretnie to eliksiru Czarnej Śmierci.
-Przecież to ja ci powiedziałem jak go…- uniósł się nagle Snape, kiedy przypomniał sobie do kogo mówi- przepraszam.
-Spokojnie, nie powiedziałam mu- uśmiechnęła się Lily podpierając się o ramię Severusa i próbując spojrzeć mu w oczy, chociaż ten miał opuszczoną głowę- wszystko w porządku?
Severus wstał. Nie chciał, żeby patrzyła mu w oczy. Znowu się niepotrzebnie uniósł. Nie był kimś, kto jest strasznie dumny, czy arogancki. Ale przez te wszystkie lata pomagał Lily w eliksirach i bardzo mu zależało, żeby nikt oprócz niej, nie wiedział o jego sekretach dotyczących sporządzania ich.
-Idę się… przebrać- powiedział i skierował się ku łazience.
Lily opuściła smutno głowę i znów podsunęła się do okna i patrzyła na drogę, nie mogąc się doczekać aż dojadą do Hogwartu.













