niedziela, 22 stycznia 2012

"Cruciatus"- czyli fan fiction o Lily i Severusie

Fragment mojego opowiadania Cruciastus mogliście przeczytać w starym poście, ale leżeli chcecie, mogę zaprezentować je od początku ^^

Rozdział I
„Hogwart Express”

W Spinner's End mieszkała niewielka rodzina. Tajemnicza, serdeczna kobieta, wiecznie złośliwy, niewychowany mężczyzna i mały, zaniedbany chłopiec, łudząco podobny do matki. Czarnowłosy chłopak, z brudnymi, tłustymi włosami w za dużych ubraniach po ojcu, często wychodził z domu i chował się gdzieś, kiedy państwo Snape kłócili się, a bywało tak nie rzadko.
Pani Eileen Snape nie była złą matką. Troszczyła się o swojego synka Severusa jak tylko mogła. Jednak nie byli zbyt bogaci i nie było jej stać na rozpieszczanie potomka. Nikt w miasteczku nie wiedział, że Eileen była czarownicą, a zdolności te odziedziczył mały Severus. Tobiasz Snape nie cierpiał magii. Nie pozwalał o niej mówić w domu, a tym bardziej jej używać. Był, jak to mówili w świecie czarodziejów- mugolem, czyli zwykłym człowiekiem.
Severus wychowywał się w odmiennym środowisku. Sam zawsze był ciekaw wszystkiego, co dotyczy świata czarodziejów, a wychowywał się wśród mugoli. Jednak od jakiegoś czasu zaczął obserwować zza krzaków pewną dziewczynkę. Ruda, zielonooka rówieśniczka czyniła wręcz magiczne sztuczki. Chłopiec od razu poznał, że dziewczynka musi być taka jak on. Musi być czarownicą. Kiedy nadeszła okazja, kiedy wreszcie zaczął z nią rozmawiać, powiedział jej wszystko co wiedział o świecie czarodziejów, dosłownie wszystko. Zdradził jej wszystkie sekrety. Nazywała się ona Lily. Jej rodzice byli tacy jak jego ojciec. Byli mugolami. A jednak Lily potrafiła czarować. Mieszkała po drugiej stronie rzeki. Severus i Lily szybko się zaprzyjaźnili. W przeciwieństwie do swojej siostry Petunii, Lily nie patrzyła na to, czy Severus jest bogaty, czy nie. Czy pochodzi ze Spinner’s End, które nie cieszyło się dobrą reputacją, czy nie. Kiedy siedzieli w swoich kryjówkach, byli pewni, że są najlepszymi przyjaciółmi i pozostaną nimi na zawsze.
Kiedy skończyli jedenaście lat, dostali listy z Hogwartu. Szkoły magii i czarodziejstwa. Uczniowie zostali przydzieleni do czterech domów.  Inteligentna Lily do Gryffindoru, w którym ceni się odwagę i uczciwość. A Severus do Slytherinu, w którym cenione są spryt i ambicja. Wtedy chłopak zaczął przyjaźnić się z Lucjuszem Malfoyem,  Averym i Mulciber’em , którzy bawili się czarną magią i robieniem ją psikusy, zwłaszcza Puchonom i Gryfonom.
Severus  pakował swoje ubrania do kufra. Co jakiś czas przybiegała do jego pokoju matka.
-Severusie, a to może będzie na ciebie pasowało?- Pytała pokazując jakieś ubrania swojego męża- Tobiasza Snape’a.
Szesnastolatek mierzył ubrania tylko przez grzeczność.  Wiedział, że nigdy nie będzie miał tak ładnych ubrań jak ten kretyn James Potter. 
Lily przez te lata zdecydowanie wyładniała. Przestała być uroczą dziewczynką, a stawała się piękną kobietą. Za to Severus wciąż wyglądał podobnie. Zdecydowanie bardzo wyrósł. Był wysoki i chudy jak tyczka, a kruczoczarne włosy, wciąż przykrywały mu czoło i oczy.

Na King Cross zobaczył Lily ze swoim dużo większym kufrem.
-Cześć Sev. – Uśmiechnęła się promiennie.
-Cześć.- Uśmiechnął się i oboje pociągnęli swoje kufry do pociągu.
Znaleźli pusty przedział i usiedli.
-Też tęsknisz za Hogwartem?- spytał Severus uśmiechając się.
-No pewnie!- zawołała z entuzjazmem Lily i rozmarzyła się.
-Martwisz się już OWUTEMami?
-Nie, skądże- rudowłosa machnęła teatralnie ręką- to przecież dopiero w przyszłym roku, ale pomożesz mi się uczyć z eliksirów, co nie Sev?
-Oczywiście- chłopak wstał, teraz Lily wyraźnie widziała, jak bardzo jej przyjaciel jest od niej wyższy- idę się przebrać w szatę- oznajmił i wyjął z kufra ubranie.
-O Smarkeus!- zawołał wyraźnie ucieszony James Potter wchodząc do przedziału. Zmierzwił ręką włosy i uśmiechnął się czarująco w stronę Lily.
-O idiota!- zawołała rudowłosa naśladując jego ton głosu.
-Zdaje się, że pomyliłaś przedział- pokiwał poważnie głową James- jak ty z nim wytrzymujesz?- spytał, mówiąc „nim” ze szczególną pogardą.
-Och, James. A jak ty wytrzymujesz z samym sobą?- rudowłosa wstała i spojrzała na niego wyzywająco- ja bym już dawno na twoim miejscu sięgnęła po wielosok. Chociaż nie, on nie zmienia charakteru.
-Eliksir wieloskokowy?- James udał zastanowienie i nawet podrapał się po brodzie- chętnie, jeśli TY go zrobisz.
-Żałosne- mruknął pod nosem Severus i opuścił głowę.
Potter już chciał coś odpowiedzieć, kiedy napotkał spojrzenie Lily. Jej zielone oczy, niby migdały patrzyły na niego nie karcąco, nie krytycznie, tylko błagalnie. James uśmiechnął się i wyszedł z przedziału bez słowa.
Ślizgon zapomniał o tym, że miał iść się przebrać, tylko opadł ciężko na siedzenie i zastygł w pozycji siedzącej z szatą ułożoną w kostkę na jego kolanach. Był tak wdzięczny Lily i zadowolony, że i ona nie lubi zuchwałego Pottera, że nie mógł wykrztusić z siebie słowa. Nawet krótkiego, słodkiego „dzięki”.
Skulił się w sobie i myślał. Jak można by pokazać Potterowi gdzie jego miejsce? Avada Kedavra odpada… Zabić nie, okaleczyć, torturować- owszem. Gdyby tak nauczyć się jakiegoś okaleczającego zaklęcia. Severus wiedział, że James miał pelerynkę niewidkę. Mało kto z Gryfonów nie wiedział, a Lily powiedziała mu to kiedyś w sekrecie. Och, jakby mu się teraz ona przydała (pelerynka, nie Lily).  Mógłby włamać się w bibliotece do działu ksiąg zakazanych, gdzie aż wieje czarną magią.
Ruda Lily wpatrywała się w okno. Obecnie mijali jakieś puste pola i łąki. Dziewczyna pomyślała o Petunii. Uwielbiała przecież takie krajobrazy. Proste, obszerne, ale piękne.
Nagle ktoś otworzył drzwi do przedziału. Avery, rok starszy od Severusa chłopak, ubrany już w szaty szkolne szatyn spojrzał z wyższością na Lily i zachrząkał. Chłopak odwrócił się i zobaczył Avery’ego.
-Snape, mógłbyś pozwolić na chwilę?- spytał swoim słynnym znudzonym tonem.
-Ale gdzie?- spytał tępo Severus.
-Do naszego przedziału. Na chwilę- powtórzył z naciskiem.
Snape spojrzał na Lily, która wreszcie odwróciła się od okna i czekała na rozwój wydarzeń.
-Lily, to ja pójdę i zaraz… zaraz przyjdę, okej?- powiedział i wstał.
-Dobrze, Sev.- Westchnęła Lily. Nie lubiła jak jej przyjaciel kręcił się koło tych typów. Wierzyła, że Severus jest dobrym człowiekiem. Że jest w nim wciąż ten serdeczny chłopiec, który wprowadził ją w świat magii. Kiedy blady brunet wyszedł za szatynem, zielonooka wyjęła książkę i zaczęła ją pochłaniać. W tym samym czasie chłopak usiadł z Malfoyem,  Muliciber’em i Avery’m .
Lucjusz uśmiechnął się władczo kiedy ujrzał Severusa. Mulciber zaczął popisywać się wiedzą dotyczącą czarnej magii. On i Lucjusz zaplanowali pewien „żart” dotyczący Samanthy z Gryffindoru.  Ta kujonka musi pożałować- mówili z przejęciem. Severus słuchał ich jak zaczarowany. W końcu kochał czarną magię jak nikogo, no może nie licząc Lily Evans. Potem wdali się w dyskusję o Grindenwaldzie i innych czarnoksiężnikach.
-Kiedyś- powiedział Avery rozkładając się na twardym pociągowym siedzeniu- pokonam Grindenwalda i zostanę największym czarnoksiężnikiem wszechczasów. Avery, Mulciber, Lucjusz i Severus  zaczęli się śmiać, przechwalając się jeden przez drugiego co by zrobili jako najwięksi czarnoksiężnicy. W końcu Severus wyszedł z przedziału, popychając przy okazji jakiegoś małego Puchona.
-Zaraz ci!- zaczął krzyczeć, kiedy napotkał spojrzenie Severusa. Kiedy zrozumiał, do kogo należą czarne oczy zamilkł i podniósł się. Snape poszedł dalej. Nagle zatrzymał się. W przedziale Lily nie była sama. Siedział tam Potter i Lupin. Chłopak zbladł i zacisnął ręce w pięści. Ale nie wchodził. Stał tam w ciasnym korytarzyku wagonu patrzył to w okno po jednej stronie, to w okienko do przedziału. James stał nieco dalej, odzywając się co jakiś czas i patrząc zalotnie na Lily, a Remus gadał z nią o czymś żywo. James w końcu teatralnie ziewną i wyszedł z przedziału. Wychodząc popchnął Severusa na ziemię. Ten uderzył mocno głową o podłogę i zaczął się podnosić, kiedy James przerwał to kierując w Severusa różdżką.
-Smarkerus idzie do swojej obrończyni?- spytał, zacmokał i odszedł.
Zaraz po nim z przedziału wyszedł Lupin z odznaką prefekta. Pomógł Severusowi wstać i odszedł za Jamesem bez słowa.  Chłopak usiadł obok Lily, masując tył głowy.
-Czego od ciebie chcieli?- spytał podejrzliwie przyjaciółkę.
-O to samo mogę ciebie zapytać- powiedziała Lily wpatrując się zimno w Severusa.
-Nic ważnego- mruknął pod nosem- jakieś tam plotki o Grindenwaldzie- skłamał.
-A Remus chciał tylko mnie spytać o jedną sprawę, dotyczącą eliksirów. Konkretnie to eliksiru Czarnej Śmierci.
-Przecież to ja ci powiedziałem jak go…- uniósł się nagle Snape, kiedy przypomniał sobie do kogo mówi- przepraszam.
-Spokojnie, nie powiedziałam mu- uśmiechnęła się Lily podpierając się o ramię Severusa i próbując spojrzeć mu w oczy, chociaż ten miał opuszczoną głowę- wszystko w porządku?
Severus wstał. Nie chciał, żeby patrzyła mu w oczy. Znowu się niepotrzebnie uniósł. Nie był kimś, kto jest strasznie dumny, czy arogancki. Ale przez te wszystkie lata pomagał Lily w eliksirach i bardzo mu zależało, żeby nikt oprócz niej, nie wiedział o jego sekretach dotyczących sporządzania ich.
-Idę się… przebrać- powiedział i skierował się ku łazience.
Lily opuściła smutno głowę i znów podsunęła się do okna i patrzyła na drogę, nie mogąc się doczekać aż dojadą do Hogwartu.

piątek, 20 stycznia 2012

"Ja rozumiem, że wam jest zimno, ale jak jest zima to musi być zimno!" (film „Miś”)

W zimie, kiedy na dworze jest minus dziesięć stopni, wlewam do termosu gorącą zupę i idę na mecz piłkarski. Dwie godziny później nadal jest zimno jak diabli, ale gdy otwieram termos, w środku jst goraca zupa. Zgadza się? Potem, w środku lata, kiedy na dworze jest plus czterdzieści, wlewam do tego samego termosu zimną lemoniadę. Dwie godziny później, gdy umieram z gorąca, otwieram go i w środku nadal jest zimna lemoniada. Mam do was pytanie: Skąd termos wie? (Jonathan Carroll)


Witam, witam. Ferie zaczęły mi się tydzień wcześniej, bo chorubkso mnie dorwało. Ale fajnie jest się pogapić przez okno jak moi czteroletni przyjaciele z podwórka lepią koślawe bałwany (Co prawdu już je jakieś dzieciuchy rozwaliły, żeby zbudować z nich iglo, ale cśśśśś!).

No to pokażę moje rysunki, a co! Bo w końcu pewna Klaudia mnie prosiła :D (Nie, wcale się sama nie prosiłam, co wyyy?!).
(Jakiś miękki ołówek+ kartka techniczna)
(tanie mazaki, z których spadają nakrywki+akwarele+kartka techniczna)
Tak, tak, na spódniczce są marchewki ♥

A terac coś z serii "Wytrwale pracujemy na lekcji", czyli
(brudnopis w kratkę+długopis)
rysowane albo na kolanie, albo na zeszycie z fizyki co kilka sekund, kiedy pani się odwraca do tablicy xD

To tyle,
trzymajcie się rybki! ;3

wtorek, 18 października 2011

Pigułka historii zalecana 2 razy dziennie.

Byłam dzisiaj na filmie "1920 Bitwa Warszawska".  No i jeśli ktoś lubi historie, filmy wojenne itd. to się nie zawiedzie. A nawet jak nie lubi. Mój kolega zaręczał, że będze sobie spał na filmie, ale potem sam oglądał z zapartym tchem i przyznał, że film mu się podobał, więc mogę chyba powiedzieć, że jest to film dla opornych.

To jest Ola i Janek. Ola śpiewa w teatrze, a Janek jedzie na wojne. W dzień wyjazdu pobierają się. Śliczny ślub jak z obrazka. Ola oczywiście pyta Janka czy wróci i błaga by przysiągł, że tak się stanie. Jasio przysięga.

No i piszą do siebie listy, a Janek przez swoją małą pomyłkę (przytaczał na głos Bolszewicką ulotkę) wdaje się w małą bójkę z przełożonym. Nazwany komunistą zostaje skazany przez swoich na rozstrzelanie. Potem dużo się dzieje. Bolszewiki atakują, przejmują Janka. No i w tej chwili pragnę przedstawić mojego ulubionego bohatera całego filmu.

Adam Ferency gra paskudnego, zimnokrwistego czekistę, który nie ma oporów przed strzelaniem i ogólnie po jego rozmowach z Jankiem wynika, że jest jeszcze bardziej paskudny i zimnokrwisty niż nam się zdaje na początku.

Potem Janek szuka swoich, kręci się po polach bitwy, a Ola jest już przekonana, że jej ukochany nie żyje po czyiś doniesieniach.
Kiedy ktoś jej donosi, że Janek przyłączył się do komunistów, Ola rozpromieniona, że jej ukochany żyje biegnie na front. Trochę jak z filmu "Ania na wojnie". Słyszeliście? Ania ta sama co z "Ani z zielonego Wzgórza" (Ba! Ta sama aktorka!) goni za Gilbertem, który się zaciągnął do wojska i po czasie dołącza do listy zaginionych. Ale wracając do "Bitwy". Ola jest na froncie. Tam poleczy, tam postrzela. Wszędzie jej pełno!
W tym czasie nasz Piłsudzki (jego też często pokazują między nowelą Oli i Jasia) wymyśla manewr, który ma zapewnić Polakom zwycięstwo nad Bolszewikami. Ale o tym napewno uczyliście się na lekcji historii. Ja to miałam w 6 klasie.
Aż wreszcie Ola jako pielęgniarka znajduje rannego męża. Film kończy się na pocałunku Oli i Janka. Ahh...

Tutaj mamy... no zgadujcie! Dobra to oczywiście Piłsudzki! (Ten z wąsami oczywiście).


Podsumowanie:
-Najlepsze fragmenty tego filmu:
  • Poszczególne oddziały zmierzające na front na koniach przy pięknej muzyce;
  • Sceny walki;
-Atuty filmu:
  • Niekiedy zabawne momenty;
  • Atmosfera oddająca cały klimat wydarzeń;
  • Świetna jakość zdjęć, kamera ustawiana zawsze tak, że pokazuje gwałtowność i dynamikę wydarzeń;
-Wady filmu:
  • Postacie bardzi sztywne i płytkie;
  • W 3D wszystko wygląda bardzo nienaturalnie, zwłaszcza w takich zwykłych momentach jak np. rozmowa generałów;
I to jest właśnie zdanie Ryby. Dziękuję za uwagę.

sobota, 10 września 2011

Poetyckie przemyślenia Ryby

Zaczął się rok szkolny. Dla kogo dobrze, dla tego dobrze. Wasza Ryba jednak jest spragniona... śnieguuuuu!
Zdjęcie autorstwa Ryby z 2010 roku

Czyli ogólnie zimyy! Bo tak gorąco i nudno jest bez tych zasp śniegu, przez które się brodzi omijając żółte plamy.

"Dopiero w samym środku zimy przekonałem się, że noszę w sobie niepokonane lato."
-Albert Camus

"Zima jest piękna... przez pierwsze 20–30 minut."
-Andżelika Piechowiak

Zdjęcie autorstwa Ryby z 2010 roku
No dobra starczy tego dobrego. Idę oglądać Niekrytego Krytyka na YouTube.
Niekryty Krytyk, który ocenia "Trudne Sprawy" i Dariusza

Papaaa,
wasza Rybaaa!

piątek, 12 sierpnia 2011

Obrazek, świnki i opowiadania

Witaj niecny wędrowcze. Zabłądziłeś do tajemniczego lasu pełnego ryb, ślimaków, opowiadań, Harrego Pottera (♥ ) i malunków. Czy jesteś gotów żeby przeżyć?

Okej, a teraz poważnie. Muszę się streszczać, bo Bianenzilda do mnie drepta.
Bianenzilda zwana powszechnie Bianką <3
Dzisiaj postanowiłam poeksperymentować sobie z płótnem. Kupiłam wczoraj takie trzy 25x30cm w Lidlu.
Jeszcze schnie, jak to farby olejne.
Kupiłam też całą butlę płynu do mycia pędzli (wodą takich nie umyjesz, jak upaćkane są farbą olejną) i myłam tym płynem ręce nie wiem ile, a wciąż wyglądam jak... jak ktoś kto ma na rękach zieloną i czarną farbę.
Mój warsztat pracy
Paletka- moja stara dobra przyjaciółka
No to pochwalę się też urywkami z moich dwóch aktywnych opowiadań ^^

Cruciatus- szkolne lata Lily i Severusa
(...)-Zaczekaj Potter!- zawołał szorstko.
James odwrócił się i spostrzegł rozbawiony, że to Smarkerus go woła. Obok stał Lupin i podażył za wzrokiem przyjaciela.
-Tłustowłoska!- zawołał Rogacz mało nie skacząc z uciechy.
Severus podniósł wysoko różdżkę. Czarne oczy wpatrywały się w skupieniu i pogardzie brązowe, rozbawione oczy. Wycelował różdżkę prosto w Jamesa.
-Snape!- przestraszył się Remus.
-Spokojnie Luniak- uspokoił go Potter- zaraz go pokonam, zmiażdżę i pokażę gdzie jego miejsce i jeszcze zdążymy na herbatkę.
Błękitny promień wystrzelił w Gryfona, kiedy ten, wciąż patrzył na Remusa z różdżki Snape’a.  Ten czuł miłą błogość po wypowiedzeniu słodkich słów „Respiratey”, które otoczyły tego brudnego Pottera i zaczęły plątać się na jego szyi. James macał rękoma po całej szyi, szukając instynktownie jakiegoś węzła, który mógłby poluźnić i złapać oddech.
Lupin nagle pobladł. Zaczął się wszędzie rozglądać, podbiegł do przyjaciela, ale nie mógł mu pomóc.
-Przestań!- wrzasnął na całe gardło, zdziwiony zresztą, że potrafi wydać z siebie aż tak głośny dźwięk.
Severus ani myślał. Czerpał radość i energię z bólu wroga.
-On się dusi!- krzyczał Remus na zdarcie gardła.
Wtedy Severus ocknął się. Zabije Pottera- wyrzucą go ze szkoły. Zabije Pottera- trafi do Azkabanu. Na zawsze. Nigdy nie zobaczy Lily. Piorunem opuścił różdżkę, a James cały siny opadł na podłogę. Echem potoczył się huk jaki wywołał ciężki James opadając, a przy ty, dźwięk tuczącego się szkła. Ot i potłukły się okulary Gryfona. Wtedy pojawił się tłum uczniów, w tym Lily Evans. Severus zaczął się cofać, w tej chwili jego działanie, które przed chwilą zdawało się genialne i cudowne, teraz było… głupie! Cofał się szybko i wpadł na Avery’ego.
-Gościu, to było…- zaczął przejęty, widząc akcję z Potterem.
Ale Severus już biegł do Pokoju Wspólnego. Był tak wstrząśnięty, tak wstrząśnięty. To była w końcu Czarna Magia. (...)

James obudził się dzień później jeszcze przed południem. Ziewnął i dopiero potem zorientował się gdzie jest. Sięgnął po omacku po okulary i założył je na nos. Tak, teraz miał pewność.
-Powinieneś jeszcze przeleżeć tu z dzień, dwa- mruknęła pani Pomfrey ścieląc łóżko naprzeciwko, zauważywszy, że pacjent się obudził.
-Chyba nic mi nie jest- zauważył.
-Jesteś osłabiony, twoje drogi oddechowe są uszkodzone. Zaklęcie Respitatey to groźne czarno magiczne zaklęcie, które pozostawia po sobie silne, trudne do pozbycia ślady.
-Respiratey?- powtórzył Potter z pytającym spojrzeniem- no nie, Smarkerus ćwiczy czarną magię- powtórzył z niedowierzaniem i łobuzerskim uśmiechem, kiedy pani Pomfrey odeszła nieco dalej.
-ROGACZ!- usłyszał znajome głosy. To Lunatyk, Glizdogon i Łapa przyszli do przyjaciela. Pulchny Peter wepchnął się na łóżko Jamesa, Remus stanął opierając się oparcie łóżka przy nogach Pottera, a Syriusz usiadł na stołku przy łóżku.
-Co tam, stary?- spytał beztrosko Syriusz.
-A jak myślisz?
-Uduchowiony- zażartował Peter- bo myśleliśmy, że wyzioniesz ducha.
-Tak łatwo się mnie nie pozbędziecie- uśmiechnął się Rogacz.
-Wiemy- jęknął Remus z udawanym smutkiem.
Wszyscy dostali ataku śmiechu.


Ołkej, a teraz o naszej Myszy i Klotce
Mysza i Klotka
26 sierpnia, czwartek
Dzisiaj zobaczyłam pod blokiem Wiktorię. Tym razem bez braciszka. Wyglądała osobliwie. Miała na sobie długą sukienkę do kostek koloru granatowego, w rękach trzymała bardzo grubą książkę zlewającą się kolorystycznie z sukienką, a na nosie okrągłe okulary, z grubymi szkłami. Wyglądała w nich jak mucha.
Podeszłam do niej z wymuszonym uśmiechem i spytałam co czyta.
-„Harry Potter i Zakon Feniksa”- pochwaliła się Wiktoria.
Nigdy nie myślałam, że taka dziewczyna jak Wiktoria, z modnymi ciuchami, umalowana i opalona lubi czytać książki, zwłaszcza takie grube.
-Fajne okulary- powiedziałam.
Wiktoria zaczęła się po sobie rozglądać, jakby myślała, że mówię o jakiś innych okularach, dopiero po chwili zrozumiała i podziękowała.
-W mojej klasie było bardzo dużo krótkowidzów- powiedziałam.
-Ja nie jestem krótkowidzem- rzekła uprzejmie Wiktoria.
Zbiła mnie z tropu…
-Ale masz przecież okulary.
-Aha- przytaknęła, a mnie ręce opadły- ale musiałabym mieć naprawdę niezłą wadę wzroku, żeby musieć nosić takie denka od butelek. To zerówki, zwykłe szkła.
Słyszałam już o tych zerówkach. Ale zwykle się je nosi do modnych okularów. Nerdów, albo coś w tym stylu. Ale żeby nosić takie niemodne i nieładne okulary?!
-Dostałam je od rodziców na urodziny.
Więc to rodzice taki dla niej prezent wymyślili. Czasem jak rodzice jakiś prezent wymyślą to nic tylko rozpaczać.
-Prosiłam ich o nie całe lato- dodała Wiktoria.

No to tyle.
Bo Franek już się niecirpliwi i pcha się obok Bianci
Które opowiadanie wydaje się wam bardziej obiecujące?
No i co sądzicie o moim obrazku?

We wtorek wyjeżdżam w góry, będę dostępna na wszelkich internetowych środkach kumunikacyjnych bo będziemy mieli tam internet, a ja wzmę laptopa, tyle tylko, że będę rzadziej i krócej.
Paa! :3

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Oh yeah

Cześć kochani! ♥
Z związku z moją zaraźliwą Potteromanią podzielę się z wami początkiem mojego opowiadanie. Nie marudzić, kto nie nie chce nie musi czytać.

A tak PS: Zgadzacie się z tym?


J.K.Rowling wymyśliła w jednym rozdziale <zgaduję, że chodzi o rozdział "Opowieść Księcia"> lepszą miłosną historię niż Stephanie Mayer w 4 książkach.

W Spinner's End mieszkała niewielka rodzina. Tajemnicza, serdeczna kobieta, wiecznie złośliwy, niewychowany mężczyzna i mały, zaniedbany chłopiec, łudząco podobny do matki. Czarnowłosy chłopak, z brudnymi, tłustymi włosami w za dużych ubraniach po ojcu, często wychodził z domu i chował się gdzieś, kiedy państwo Snape kłócili się, a bywało tak nie rzadko.
Pani Eileen Snape nie była złą matką. Troszczyła się o swojego synka Severusa jak tylko mogła. Jednak nie byli zbyt bogaci i nie było jej stać na rozpieszczanie potomka. Nikt w miasteczku nie wiedział, że Eileen była czarownicą, a zdolności te odziedziczył mały Severus. Tobiasz Snape nie cierpiał magii. Nie pozwalał o niej mówić w domu, a tym bardziej jej używać. Był, jak to mówili w świecie czarodziejów- mugolem, czyli zwykłym człowiekiem. (...)
Severus  pakował swoje ubrania do kufra. Co jakiś czas przybiegała do jego pokoju matka.
-Severusie, a to może będzie na ciebie pasowało?- Pytała pokazując jakieś ubrania swojego męża- Tobiasza Snape’a.
Szesnastolatek mierzył ubrania tylko przez grzeczność.  Wiedział, że nigdy nie będzie miał tak ładnych ubrań jak ten kretyn James Potter. 
Lily przez te lata zdecydowanie wyładniała. Przestała być uroczą dziewczynką, a stawała się piękną kobietą. Za to Severus wciąż wyglądał podobnie. Zdecydowanie bardzo wyrósł. Był wysoki i chudy jak tyczka, a kruczoczarne włosy, wciąż przykrywały mu czoło i oczy.

Na King Cross zobaczył Lily ze swoim dużo większym kufrem.
-Cześć Sev. – Uśmiechnęła się promiennie.
-Cześć.- Uśmiechnął się i oboje pociągnęli swoje kufry do pociągu.
Znaleźli pusty przedział i usiedli.
-Też tęsknisz za Hogwartem?- spytał Severus uśmiechając się.
-No pewnie!- zawołała z entuzjazmem Lily i rozmarzyła się.
-Martwisz się już OWUTEMami?
-Nie, skądże.- rudowłosa machnęła teatralnie ręką- to przecież dopiero w przyszłym roku, ale pomożesz mi się uczyć z eliksirów, co nie Sev?
-Oczywiście- chłopak wstał, teraz Lily wyraźnie widziała, jak bardzo jej przyjaciel jest od niej wyższy- idę się przebrać w szatę- oznajmił i wyjął z kufra ubranie.
-O Smarkeus!- zawołał wyraźnie ucieszony James Potter wchodząc do przedziału. Zmierzwił ręką włosy i uśmiechnął się czarująco w stronę Lily.
-O idiota!- zawołała rudowłosa naśladując jego ton głosu.
-Zdaje się, że pomyliłaś przedział- pokiwał poważnie głową James- jak ty z nim wytrzymujesz?- spytał, mówiąc „nim” ze szczególną pogardą.
-Och, James. A jak ty wytrzymujesz z samym sobą?- rudowłosa wstała i spojrzała na niego wyzywająco- ja bym już dawno na twoim miejscu sięgnęła po wielosok. Chociaż nie, on nie zmienia charakteru.
-Eliksir wieloskokowy?- James udał zastanowienie i nawet podrapał się po brodzie- chętnie, jeśli TY go zrobisz.

-Żałosne- mruknął pod nosem Severus i opuścił głowę.
Potter już chciał coś odpowiedzieć, kiedy napotkał spojrzenie Lily. Jej zielone oczy, niby migdały patrzyły na niego nie karcąco, nie krytycznie, tylko błagalnie. James uśmiechnął się i wyszedł z przedziału bez słowa.
Ślizgon zapomniał o tym, że miał iść się przebrać, tylko opadł ciężko na siedzenie i zastygł w pozycji siedzącej z szatą ułożoną w kostkę na jego kolanach. Był tak wdzięczny Lily i zadowolony, że i ona nie lubi zuchwałego Pottera, że nie mógł wykrztusić z siebie słowa. Nawet krótkiego, słodkiego „dzięki”.
Skulił się w sobie i myślał. Jak można by pokazać Potterowi gdzie jego miejsce? Avada Kedavra odpada… Zabić nie, okaleczyć, torturować- owszem. Gdyby tak nauczyć się jakiegoś okaleczającego zaklęcia. Severus wiedział, że James miał pelerynkę niewidkę. Mało kto z Gryfonów nie wiedział, a Lily powiedziała mu to kiedyś w sekrecie. Och, jakby mu się teraz ona przydała (pelerynka, nie Lily).  Mógłby włamać się w bibliotece do działu ksiąg zakazanych, gdzie aż wieje czarną magią.
Ruda Lily wpatrywała się w okno. Obecnie mijali jakieś puste pola i łąki. Dziewczyna pomyślała o Petunii. Uwielbiała przecież takie krajobrazy. Proste, obszerne, ale piękne.

środa, 27 lipca 2011

Potteromania

Od wczorajszego wyjścia do kina mam poprostu Potteromanie. Oszalałam i zaczęłam pisać nawet fan fiction (o Snape i Lily). Oszlałam!
No to postanowiłam podzielić się z wami moim oszaleniem (Nie, nie pokażę wam opowiadania, muahahaha) i napiszę kilka cytatów moich ulubionych bohaterów z ostatniej (i nie tylko) części!
Luna Lovegood
Możecie się śmiać! Kiedyś ludzie uważali, że nie istnieje ględatek niepospolity czy chrapak krętorogi!
Luna tańcząca z ojcem na weselu Billa i Fluer <3

Luna: Jak chcesz, to naprawię ci nos. Myślę jednak, że tak wyglądasz zdecydowanie dużo lepiej. No to jak?
Harry: Naprawiałaś już kiedyś nosy?
Luna: Nie, ale kilka palców tak. A w końcu... Co to za różnica?
Harry: No tak, żadna. Dobra, niech będzie.
Luna: Episkey.
Harry: I jak?
Luna: Ekstremalnie zwyczajnie.
(Cytat z filmu)
Nimfadora Tonks
"Nie mów do mnie Nimfadoro!"
Różdżka nadal w dżinsach? Oba pośladki jeszcze całe? W porządku, idziemy. Locomotor kufer.
(Do Harrego przed lotem do Kwatery głównej Zakonu Feniksa)

 Bellatriks Lastrange

Do niej nie mam cytatu, ale ją lubię ^-^

Severus Snape
– Czy pamiętasz, jak mówiłem, że ćwiczymy zaklęcia NIEWERBALNE, Potter?
– Tak.
– Tak, proszę pana.
– Nie ma potrzeby zwracania się do mnie per pan, profesorze

Aha, Crabbe, rozluźnij trochę uścisk, bo jak Longbottom się udusi, będzie mnóstwo papierkowej roboty i obawiam się, że będę musiał o tym wspomnieć w twojej opinii, jeśli kiedykolwiek złożysz jakieś podanie o pracę. (Snape w gabinecie Umbigde, po złapaniu GD)
Fred i George
Mistrzowie!
Zawsze uważałem, że my z Fredem powinniśmy dostać ze wszystkiego P, bo sam fakt, że pojawiliśmy się na egzaminach, był powyżej oczekiwań.
(George do Hermiony na temat SUMów)
* * *
Pani Weasley: Nie wierzę! Nie wierzę! Och, Ron, to cudownie! Prefekt! Jak każdy w tej rodzinie!
George Weasley: A ja i Fred to co, jesteśmy tylko sąsiadami?
*  * *
Fred Weasley: (...) Dumbledore ma poważne kłopoty ze znalezieniem kogoś, kto by tego (Obrony przed Czarną Magią) nauczał w tym roku.
George Weasley: Trudno się dziwić, jak się pamięta, co się przydarzyło ostatnim czterem.
Harry Potter: Jeden wylany, jeden martwy, jeden pozbawiony pamięci i jeden zamknięty w kufrze przez dziewięć misięcy. No tak, chyba masz rację.


No to tyle. Na bonusik Syriusz:
I Huncwoci na swojej mapie:
– Pan Lunatyk przesyła wyrazy szacunku profesorowi Snape'owi i uprasza go, by zechciał nie wtykać swojego długiego nochala w sprawy innych ludzi.
– Pan Rogacz zgadza się z panem Lunatykiem i pragnie dodać, że profesor Snape jest wrednym głupolem.
– Pan Łapa pragnie wyrazić swoje zdumienie, jak taki kretyn mógł zostać profesorem.
– Pan Glizdogon życzy profesorowi Snape'owi miłego dnia i radzi mu umyć włosy, bo kleją się od łoju.


Papa, Ryba,